© Władysław Bartoszewski
Warszawa 2006-2016
All rights reserved

Administracja serwisu:
Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl



Materiały - zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).


Blog > Komentarze do wpisu
Krzyk nie może ustać – przemówienie w Oświęcimiu (26 stycznia 2010 r.)

 

„Gazeta Wyborcza” (Warszawa)

Nr 23 (6241) / 28.01.2010 r.

Gdy we wrześniu 1940 r. jako osiemnastoletni Polak po raz pierwszy przeszedłem przez bramę z napisem „Arbeit macht frei" i stanąłem na placu apelowym Auschwitz I, odtąd jako Schutzhäftling Numer 4427 - wśród pięciu i pół tysiąca innych Polaków - nie przychodziło mi w ogóle do głowy, że przeżyję Hitlera i II wojnę światową. Nie wyobrażaliśmy sobie, że Auschwitz stanie się, jako Auschwitz-Birkenau i Monowitz, miejscem realizacji jedynego w swoim rodzaju planu biologicznego wyniszczenia europejskich Żydów bez różnicy płci i wieku.

W pierwszych piętnastu miesiącach istnienia tego strasznego miejsca my - polscy więźniowie, byliśmy sami. Wolny świat nie interesował się naszymi cierpieniami i naszą śmiercią mimo ogromnych wysiłków tajnej organizacji oporu w obozie dla przekazania wiadomości na zewnątrz.

Późnym latem 1941 r. przywieziono do Auschwitz kilkanaście tysięcy jeńców z Armii Sowieckiej i na nich to, i na polskich chorych więźniach politycznych wypróbowano we wrześniu 1941 r. działanie gazu trującego Cyklon B. Nikt z więźniów nie mógł sobie wtedy wyobrazić, że jest to "tylko" zbrodniczy test, zbrodnicze przygotowanie do ludobójstwa metodami przemysłowymi. A jednak tak się stać miało w pamiętnych latach 1942-1943-1944. Budowa komór gazowych i krematoriów, ich sprawne funkcjonowanie to tylko techniczne elementy tego diabelskiego przedsięwzięcia.

W Polsce, na ziemi ojczystej Dawida Ben Guriona, Shimona Peresa, ale także Izaaka Bashevisa Singera, Artura Rubinsteina i Menachema Begina, zbudowano decyzją Berlina ośrodek wyniszczenia znienawidzonych Żydów.

Polski ruch oporu - cywilny i wojskowy - informował i alarmował wolny świat, rządy Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych były już w ostatnim kwartale 1942 r. dokładnie zorientowane w tym, co się w Auschwitz-Birkenau dzieje, w wyniku misji polskiego emisariusza, oficera rezerwy Wojska Polskiego Jana Karskiego, jak i innymi drogami. Żadne państwo świata nie zareagowało jednak w sposób adekwatny do wagi problemu, na notę ministra spraw zagranicznych polskiego rządu w Londynie z 10 grudnia 1942 r. do rządów Narodów Zjednoczonych nawołującą "nie tylko do potępienia zbrodni popełnionych przez Niemców i ukarania zbrodniarzy, ale również znalezienia środków zapewniających, że Niemcom zostanie skutecznie uniemożliwione stosowanie metod masowego mordu". Środków skutecznych nie znaleziono i właściwie nie usiłowano ich znaleźć.

A przecież w tym momencie ponad połowa przyszłych ofiar była jeszcze przy życiu. Jedynym właściwie skutkiem polskiej inicjatywy była krótka deklaracja dwunastu państw sprzymierzonych w sprawie odpowiedzialności za zagładę Żydów ogłoszona 17 grudnia 1942 r. równocześnie w Londynie, Moskwie i Waszyngtonie. W deklaracji tej, w której zresztą Auschwitz-Birkenau nie jest imiennie wymienione, dziesięć rządów okupowanych krajów Europy oraz rządy USA i Wielkiej Brytanii sygnalizują, że wiedzą o strasznym losie Żydów "w Polsce, którą hitlerowcy uczynili główną swoją katownią", i zapowiadają ukaranie odpowiedzialnych za tę zbrodnię.

Po 65 latach od dnia oswobodzenia ostatnich więźniów Auschwitz-Birkenau ostatni, dziś jeszcze tu obecni więźniowie mają prawo wierzyć, że ich cierpienie i śmierć ich bliskich miały znaczący sens dla lepszej przyszłości wszystkich ludzi w Europie, a nawet w świecie, bez względu na ich pochodzenie etniczne czy wyznanie religijne. Chcemy wierzyć, że pamięć o trudnym do objęcia wyobraźnią losie więźniów i ofiar tego miejsca, zobowiązywać będzie nowe pokolenia do współżycia w szacunku dla godności każdego człowieka i czynnego przeciwstawienia się zjawiskom nienawiści i pogardy ludzi wobec ludzi, a w szczególności wszelkich form ksenofobii i antysemityzmu, nawet gdyby był nazywany obłudnie antysyjonizmem.

Musimy sobie i światu postawić pytanie, ile prawdy o strasznych doświadczeniach totalitaryzmu udało nam się przekazać młodszym pokoleniom. Myślę, że dużo, ale nie dość. Reakcja świata nigdy nie była i nie jest automatycznym wynikiem wiedzy o tym, co się dzieje. Tak samo zdolność do przeciwstawienia się złu nie wynika z wiedzy o istnieniu zła, ale z kondycji moralnej każdego z nas. Dziś każdy z nas ma dostęp do wiedzy na temat bieżącego szerzenia nienawiści i rasizmu, pogardy i antysemityzmu, na temat praktyk ludobójczych lub skazywania na śmierć niewinnych ludzi w różnych częściach świata.

Pytaniem jest, czy coś z tą wiedzą czynimy? Czy potrafimy stanąć po stronie ofiar? Czy pozostajemy raczej po stronie tych wszystkich, którzy wiedzieli, a nic nie uczynili, by pomóc?

Dzisiaj Auschwitz-Birkenau odwiedza wielu ludzi z całego świata. Szukają tu historii, szukają też prawdy o człowieku. Prawdy o sobie. Są to najczęściej uczniowie lub studenci, ponad 1300 tys. osób w ubiegłym roku. A wśród nas znajduje się kilkadziesiąt osób odpowiedzialnych za edukację w ponad trzydziestu krajach. Młodzi ludzie, których edukacja leży w Waszych rękach, potrzebują tego Miejsca Pamięci i jego tak niezwykle wymownego autentyzmu. Ta świadomość musi być brana pod uwagę w tworzonych politykach edukacyjnych. Jeśli chcemy, by ci młodzi ludzie stawali się świadomymi obywatelami naszych krajów, to musimy im pozwolić zagłębić się w znaczenie Auschwitz.

Stojąc w tym miejscu pięć lat temu wraz z Simone Weil zapowiedziałem utworzenie Międzynarodowego Centrum Edukacji o Auschwitz i Holocauście. To Centrum prowadzi już swoją działalność. Potrzeba edukacji o Auschwitz i Holocauście wydaje się aktualna jak nigdy dotąd. Zaledwie kilka tygodni temu byliśmy świadkami targnięcia się na najbardziej rozpoznawalny sygnał tego obozu - napis "Arbeit macht frei". Na najniższym szczeblu był to czyn kryminalny, ale nie zapominajmy, że nie jest jeszcze dotychczas wyjaśniona rola międzynarodowych neonazistów.

To Miejsce rodzi bardzo szczególną odpowiedzialność - dawanie świadectwa przyszłym pokoleniom. Jego autentyzm musi być dobrem zabezpieczonym jak najdłużej. Rok temu powołaliśmy do istnienia Fundację Auschwitz-Birkenau, której celem jest sfinansowanie wieloletniego spójnego planu konserwacji budynków i przedmiotów. Dotychczasowe reakcje świata na nasz apel są bardzo pozytywne i pozwalają wierzyć, że wspólnymi siłami spełnimy swój obowiązek.

Groby skłaniają każdego normalnego człowieka do zadumy. Ale tu nie ma grobów. Na miejscu więc dokonania tej niepojętej zbrodni zaduma musi przeobrażać się w szczególną odpowiedzialność, w trwałą pamięć o tym, co się stało. Podobnie jak pięć lat temu zakończę słowami z Księgi Hioba, jednakowo ważnej dla Żydów i chrześcijan: "Ziemio, nie kryj mojej krwi, iżby mój krzyk nie ustawał".

WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI

piątek, 29 stycznia 2010, wbartoszewski

Polecane wpisy