© Władysław Bartoszewski
Warszawa 2006-2016
All rights reserved

Administracja serwisu:
Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl



Materiały - zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).


Blog > Komentarze do wpisu
Nie chciałem umrzeć w kraju, w którym szaleją dewianci (II)

“Polska” (Warszawa)

Nr 17 / 3. – 4. 11. 2007 r.

- Pan Profesor nie przestaje żartować.

- Ależ ja lubię żartować. Mnie nie przeszła chęć do żartów mimo osiemdziesiątego szóstego roku, który skończę za cztery miesiące. Mogę się przy tym powołać na licznych świadków, że miałem ochotę na żarty w najtrudniejszych sytuacjach, nawet w Oświęcimiu. To chyba nie jest okropna rzecz, która musi interesować połowę kraju w odniesieniu do prywatnego człowieka. Powtarzam: prywatnego człowieka, który nie jest ministrem ani kandydatem na ministra.

- Trudno polemizować z logika wywodów Pana Profesora, pomniejszających Pańska role w politycznym boju Platformy. Ale jest fakt niezbity: został Pan Profesor przewodniczącym wyborczego Komitetu Honorowego PO.

- To godność bardzo teoretyczna, umowna i krótkotrwała, ponieważ skończyła się z dniem wyborów. Podkreślam: chodziło o komitet działający w okresie kampanii, a nie komitet partii w ogóle. I przypominam, że podczas wyborów w 2005 r. przewodniczącym kampanii Donalda Tuska był prof. Zbigniew Religa. Potem zmieniły się jego poglądy, jego zresztą sprawa. Ale z tamtego wydarzenia nic szczególnego nie wynikło dla życiorysu profesora. Nie wiem nawet, czy w jakimkolwiek jego biogramie znajdziemy za kilka lat wzmiankę, że przewodniczył tamtemu gremium. Dlatego ostrzegam przed przewartościowywaniem podobnych związków.

- To brzmi, jakby Pan Profesor chciał się od Platformy nieco odciąć.

- Nie, dobrze im życzę. Platformę wybierałem razem z prawie siedmioma milionami rodaków, bo w tych wyborach w związku z przyrostem frekwencji o ponad 10 proc. zarówno PiS, co jest wszędzie podnoszone, jak i PO uzyskały dużo więcej głosów niż przed dwoma laty. Zresztą gdyby jeszcze się zastanowić, kogo by popierali ci, co nie głosowali, czyli czterdzieści kilka procent... To przypomina wróżenie z fusów, ale nie sądzę, aby ci ludzie poparli partię rządzącą, która przecież tak karnie zmobilizowała niemal wszystkich swoich zwolenników.

- Spotkał się Pan Profesor z Donaldem Tuskiem po wyborach?

- Donald Tusk odbył ze mną po wyborach jedno jedyne spotkanie. Z Bronisławem Komorowskim zaprosił mnie na grzecznościowy - jak się to dziś mówi - lunch. Takie późne śniadanie czy wczesny obiad, jedno danie w restauracji w Warszawie. A tam czekała już telewizja TVN 24...

Ja się często uśmiecham, co niektórzy uważają za powód do stwierdzenia, że jestem zidiociały staruszek. Nie mam do nich pretensji. Mogę się tylko zastanowić, jaka jest skala doświadczeń i myślenia tych ludzi, ale nie mogę powiedzieć, że nie mają prawa uważać mnie za zidiociałego staruszka. Donald Tusk mnie nie uważał za zidiociałego staruszka i nie jest nieprawdą, że byłem pierwszym jego kandydatem na ministra spraw zagranicznych. Jest jednak również prawdą, że nie było żadnych rozmów na ten temat, bo w pierwszych zdaniach naszych kontaktów ustaliliśmy, że ja ani do tej, ani do innych funkcji ministerialno-rządowych nie kandyduję i nie będę kandydował w przyszłości.

W jakimś stopniu byłbym natomiast gotów, chociaż nie było mowy o instytucjonalizacji tego pomysłu, doradzać nowemu rządowi w dziedzinach, na których się trochę znam. I to podtrzymuję, ale tak być nie musi. Zresztą nawet jeżeli nie będę doradzał nowemu gabinetowi, to i tak będę go wspierał w tych sprawach, w których będzie działał zgodnie ze swoimi wyborczymi deklaracjami i programem. Jeżeli zaś zobaczę w tych działaniach potknięcia, a to przecież ludzka rzecz, choć żadnych potknięć temu rządowi nie życzę, będę o tym mówił i pisał. Gdybym bowiem rządowi Donalda Tuska życzył źle, mógłbym się tylko uśmiechać i milczeć. A ja mu życzę dobrze, dlatego deklaruję, że będę krytyczny.

Rozmawiali: KLARA SYREWICZ i MAREK ZAJĄC

poniedziałek, 05 listopada 2007, wbartoszewski

Polecane wpisy

  • To nie mój styl, żeby się kłócić z sąsiadami

    “Dziennik” (Warszawa) Nr 273 / 22. 11. 2007 r. Jędrzej Bielecki: Jako sekretarz stanu w kancelarii premiera ma pan zajmować się rozwiązaniem najpowa

  • Meserszmit o kobietach (I)

    “Gala” (Warszawa) Nr 46-47 (306) / 12.-25. 11. 2007 r. LAUREAT RÓŻY RÓŻ: Władysław Bartoszewski - Ma 85 lat i tak imponujący życiorys, że nie musi o

  • Meserszmit o kobietach (II)

    “Gala” (Warszawa) Nr 46-47 (306) / 12.-25. 11. 2007 r. PIOTR MUCHARSKI: Kiedy pracował pan już w wolnej Polsce jako minister spraw zagranicznych, m