© Władysław Bartoszewski
Warszawa 2006-2017
All rights reserved

Administracja serwisu:
Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl



Materiały - zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).


Blog > Komentarze do wpisu
Bartoszewski bój się Boga! (IV)

 

„Twój Styl” (Warszawa)

Nr 5 (202) / maj 2007 r.

- Żona nigdy nie prosiła Pana: „Władku, daj spokój, masz syna, zostań w domu"?

- Przeciwnie. Twardo broniła się przed ludźmi, którzy próbowali namówić ją, żeby wpłynęła na mnie. Kiedy siedziałem internowany w Jaworzu w 1981 i 1982 roku, ekipa generała Jaruzelskiego nakłaniała: „Niech pani namówi męża, żeby podpisał albo żeby choć powiedział, że rezygnuje z działalności opozycyjnej, to go wypuścimy". Małżonka ich pogoniła.

- Nie ma na Pana żadnego sposobu? Nigdy Pan nie odpuszcza?

- Niczego nie potrzebuję, dlatego trudno mnie skusić, jestem idealnie nieprzekupny. Byłem dwa razy ministrem, byłem senatorem. Nigdy nie czerpałem z tych funkcji żadnych korzyści. Nie posiadam żadnego mienia nieruchomego, ziemi, domu, mam na Mokotowie mieszkanie, od prawie 40 lat to samo. Samochodu nie miałem nigdy ani złotej papierośnicy czy złotego zegarka. Mam na tyle zabezpieczenia i oszczędności z mojej pracy, żeby - gdyby zaszła taka potrzeba - opłacić sobie przyzwoity dom starców. Powiedziałem nawet z troską synowi: „Mój drogi, ty po mnie nic nie odziedziczysz". „Jak to, tata? A nazwisko?". Zachował się.

- Istnieje też inny spadek. Powiedział Pan kiedyś, że cały Pański majątek to złota obrączka i tysiące książek.

- Rzeczywiście, około trzech tysięcy kupiłem za godne pensje - profesorską w Niemczech i dyplomatyczną w Austrii. Książki są w Polsce. Cztery tony moich zbiorów poszły do Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, co jest moją radością. Około tony jest w domu. Też oddam, tylko uporządkuję.

- Wybrał Pan świadomie program „nie posiadać"?

- W tamtych czasach to nie był wybór. Tak jak wielu warszawiakom przyszło mi stracić wszystko w roku 1939, a drugi raz w 1945. Jak człowiek zostaje z plecakiem, to uczy się nie przywiązywać do rzeczy. Kiedy wyszedłem z więzienia, a było to w 33. wiośnie mego życia, zacząłem budować wszystko od początku. Czy myślałem wtedy o dorabianiu się? Ja myślałem, żeby mieć drugą koszulę albo dwa ubrania, żeby mieć jakiś zegarek, budzik. Tak jak miliony innych ludzi, szczególnie warszawiaków.

- Gdzie czuje się Pan najszczęśliwszy?

- W Polsce, w Warszawie, w zawodzie dziennikarza.

- Ma Pan na koncie tysiąc kilkaset publikacji. Pisze Pan ręcznie czy korzysta z komputera?

- Teraz najczęściej dyktuję. Nie odróżniam telefonu od radia. Jestem komputerowym półanalfabetą. Maili nie pisuję i nie odbieram, choć mam nawet adres. Co pewien czas ktoś życzliwy opróżnia moje konto, na przykład ośmiuset nieodebranych wiadomości. Osobiście nie dotykam klawiatury.

- Jak w takim razie pisze Pan blog?

- Niedawno nie znalem tego pojęcia. Przyszli młodzi ludzie i zaproponowali założenie strony z moimi publikacjami. Skoro za pomocą tego medium chcą mieć kontakt ze mną, jestem zaszczycony. Oni go prowadzą, ja udostępniłem materiały.

- Ale korzysta Pan z komórki.

- Wszystko podobno jest w tym aparacie, aleja tych SMS-ów czy maili nie używam. Daremny wysiłek, trzeba się do mnie dobić telefonicznie albo tradycyjnym listem.

- Czasy pokoju, wolności są nieheroiczne. Co dziś jest miarą ludzkiej przyzwoitości?

- Stosunek do wartości i stosunek do ludzi na co dzień.

- A co Pan myśli o swoim życiu, kiedy minister rządu sugeruje, że mógł Pan być agentem sowieckiego wywiadu.

- Cóż, cieszę się, że żyjemy w wolnej Polsce, gdzie każdy ma prawo głosić swoje poglądy. Natomiast tzw. skrót myślowy pana Antoniego Macierewicza, w którym zarzuca większości byłych ministrów spaw zagranicznych kolaborację z sowieckim wywiadem, wobec milczenia MSZ skomentowałem, odchodząc na znak protestu z rady Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Cóż jeszcze mógłbym zrobić? Jak powiedziałem niedawno w „Tygodniku Powszechnym": Skoro wśród dwunastu apostołów był Judasz, dopuszczam, że i w dzisiejszym świecie są łajdacy.

- A kiedy pozwala Pan sobie na chwilę przerwy w działaniu na rzecz ogółu, robi Pan coś dla swojej wyłącznej przyjemności? Cygaro, dobre wino, film?

- Lubię czasem zaprosić przyjaciół, pogadać. Nie paliłem nigdy, w stalinowskim więzieniu papierosy oddawałem esesmanowi z mojej celi. Alkohol pijałem kilkadziesiąt lat temu. Teraz sporadycznie. Moja największa przyjemność to oglądać książkę. Kiedyś chodziłem po antykwariatach, teraz nie, bo kupowanie antykwarycznych książek byłoby perwersją. No bo na ile to lat do oglądania?

Rozmawiała MARTA BEDNARSKA

środa, 20 czerwca 2007, wbartoszewski

Polecane wpisy

  • To nie mój styl, żeby się kłócić z sąsiadami

    “Dziennik” (Warszawa) Nr 273 / 22. 11. 2007 r. Jędrzej Bielecki: Jako sekretarz stanu w kancelarii premiera ma pan zajmować się rozwiązaniem najpowa

  • Meserszmit o kobietach (I)

    “Gala” (Warszawa) Nr 46-47 (306) / 12.-25. 11. 2007 r. LAUREAT RÓŻY RÓŻ: Władysław Bartoszewski - Ma 85 lat i tak imponujący życiorys, że nie musi o

  • Meserszmit o kobietach (II)

    “Gala” (Warszawa) Nr 46-47 (306) / 12.-25. 11. 2007 r. PIOTR MUCHARSKI: Kiedy pracował pan już w wolnej Polsce jako minister spraw zagranicznych, m