© W豉dys豉w Bartoszewski
Warszawa 2006-2017
All rights reserved

Administracja serwisu:
Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracownik闚, Wsp馧pracownik闚 i Przyjaci馧 Rozg這郾i Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziora雟kiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziora雟kiego / www.wolnaeuropa.pl



Materia造 - zdj璚ia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione s prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).


Blog > Komentarze do wpisu
Traktat o przyzwoito軼i (I)

„Jednota.Pismo religijno-spo貫czne, po鈍i璚one polskiemu ewangelicyzmowi i ekumenii” (Warszawa)

Nr 1 / stycze - luty 2002 r.

Krzysztof Dorosz: - Kiedy niedawno wybierano Pana prezesem polskiego PEN Clubu, opowiada Pan o swojej drodze do tego gremium w latach sze嗆dziesi徠ych. M闚i Pan, 瞠 szczeg鏊nie w roku 1968 szuka Pan ludzi przyzwoitych i znalaz ich Pan w豉郾ie w PEN Clubie. Czym by豉 wtedy dla Pana przyzwoito嗆?

W豉dys豉w Bartoszewski: - I wtedy, i przedtem, i dzi s pewne minimalne wyznaczniki tego poj璚ia, prawdopodobnie do嗆 subiektywne, ale w moim odczuciu jest to wierno嗆 pewnemu standardowi zasad, kt鏎e si otrzyma這 w wyniku wychowania przez rodzin, szko喚, 鈔odowisko. R闚nie przez dobranych i pozyskanych przyjaci馧, troch na tle wydarze historycznych, poniewa w Polsce trudno by這 od陰czy 篡cie prywatne od bardzo burzliwego t豉 historycznego, szczeg鏊nie w generacji ludzi urodzonych tu przed I wojn 鈍iatow albo mi璠zy wojnami, kt鏎zy u progu doros這軼i stawali wobec praktyki agresji totalizmu i wszystkiego, co wynika這 z tej agresji dla naszej codzienno軼i. Do tego standardu zasad na pewno nale瘸這 to, co by這 po prostu elementem dobrego wychowania w pewnych 鈔odowiskach. Ja sam pochodz ze 鈔odowiska urz璠niczo-mieszcza雟kiego, ale r闚nie w tradycyjnych powa積ych 鈔odowiskach ch這pskich, robotniczych czy rzemie郵niczych panowa造 takie zasady: pewnej lojalno軼i wobec ludzi przyjaznych, pewnego minimum norm zachowania w sytuacjach konfliktowych, gdzie nie rozwi您ywa這 si spraw przy pomocy no瘸 czy pi窷ci, tylko poprzez uczciwe spory. Takie spory, oparte na r騜nicy pogl康闚, poddawane by造 dyskusji lub powierzane jakiemu arbitra穎wi, od 鈔odowiskowego do s康owego, r騜nie. Wreszcie co, co si okre郵a bardzo pi瘯nie, cho nie do ko鎍a precyzyjnie, poj璚iem tolerancji – to raczej nic innego ni poszanowanie dla odr瑿no軼i przekona, pogl康闚, do鈍iadcze, zachowa, w stopniu, w jakim te przekonania, pogl康y i zachowania nie ingeruj brutalnie w 篡cie innych. Ot騜 taki katalog podstawowych prawd wynios貫m w豉軼iwie z wychowania domowego i z do鈍iadcze szkolnych. M鎩 ojciec by urz璠nikiem bankowym na r騜nych szczeblach w swojej karierze zawodowej, od praktykanta a do dyrektora banku. Na stosunki z lud幟i patrzono w moim domu do嗆 pragmatycznie, to znaczy, czy ludzie s uczciwi, wiarygodni, kontaktowi, sympatyczni. Nie badano pogl康闚 czy nawet zami這wa partnera, kierowano si, tak jak w bankowo軼i, przede wszystkim jego solidno軼i. Zwracano uwag na to, co on sob reprezentuje dzi, teraz, tu, w 篡ciu. Moja matka by豉 te urz璠niczk i w naszym domu bywali ludzie r騜nych przekona politycznych, z pewno軼i nie skrajnych, ale r騜nych. W鈔鏚 przyjaci馧 moich rodzic闚 znajdowali si i pi連udczycy, i pepeesowcy, i starego typu endecy, bardziej intelektualno wielkomiejscy, r騜ni ludzie. Nie przypominam sobie, aby prowadzono za瘸rte dysputy polityczne czy religijne, pami皻am tylko, 瞠 Mama, bywaj帷 ze mn w niekt鏎ych domach swoich szkolnych przyjaci馧ek, wywodz帷ych si ze 鈔odowiska zasymilowanej inteligencji 篡dowskiej, zwraca豉 mi jako ch這pcu w wieku gimnazjalnym uwag, 瞠 id帷 z wizyt nie rozmawia si o religii, pogl康ach czy obyczajach, tylko na郵aduje zachowanie innych (widocznie w trosce, bym nie m闚i czy nie robi czego nietaktownego). Chodzi貫m do dobrej prywatnej szko造 o nastawieniu zdecydowanie katolickim. To mia這 swoje zalety i wady. Do wad nale瘸這 to, 瞠 w naszej szkole nie by這 nawet protestant闚 czy prawos豉wnych ani, rzecz jasna, ch這pc闚 wyznania moj瞠szowego. Ale mia貫m tam bardzo r騜nych katolik闚 – na przyk豉d w jednej klasie ze mn byli Leopold Kronenberg i Witek Rotwand, z bardzo znanych warszawskich, wielkomieszcza雟kich rodzin bynajmniej nie lechickiego rodowodu, ale oni byli katolikami i zostali oddani do tej szko造.

- M闚i Pan o kszta速owaniu przyzwoito軼i i o jej og鏊nych zasadach. A ja chcia豚ym zapyta Pana raz jeszcze o rok 1968. Czym by豉 wtedy przyzwoito嗆? Konkretnie. W tamtej sytuacji politycznej?

- Rok 1968 nie wzi掖 si nagle z nieba, ale nast徙i po wstrz御ach 篡cia w totalitaryzmie czy systemie autorytarnym, bo r騜ne by造 odcienie tego ustroju od roku 39 do 68. Ale dla mnie w豉郾ie rok 1968 by brutalnym uderzeniem w standardy dobrego wsp馧篡cia ludzi i pr鏏 chamskiego deptania zasad, kt鏎ymi kierowa造 si elity – duchowe, umys這we, kulturalne. Niekoniecznie by造 to elity dawnego typu; to nie musieli by ludzie z arystokracji czy bur簑azji, to mogli by ludzie z rodzin robotniczych, kt鏎zy poprzez wykszta販enie i obycie doszli do pewnego poziomu wsp馧篡cia. Ja od pocz徠ku dostrzeg貫m, 瞠 rok 68 nie jest tylko wewn皻rzn rozgrywk, cho oczywi軼ie te, partii rz康z帷ej, i nie jest tylko pos逝giwaniem si has豉mi – powiedzia豚ym – brunatno-czerwonymi, skoro wprowadzono elementy nacjonalistyczne do walki pod patronatem i firm partii niby komunistycznej. Przecie PZPR by豉 parti, teoretycznie rzecz bior帷, komunistyczn, nawet i w sze嗆dziesi徠ych latach, cho nie do ko鎍a. Ja dostrzeg貫m w tym porachunki i pragnienie dania szansy nuworyszom moralnym i intelektualnym, politycznym i organizacyjnym, kosztem autentycznie wytworzonych w latach powojennych w Polsce m這dszych elit; bo w ko鎍u asystentami, adiunktami, nawet docentami na uczelniach, artystami m這dszej generacji, dziennikarzami byli bardzo cz瘰to ludzie, kt鏎zy weszli do zawodu dopiero po II wojnie 鈍iatowej. To byli ludzie, kt鏎zy Polsk sanacyjn albo pami皻ali z dzieci雟twa, albo wcale nie pami皻ali. W roku 1968 odgrywali ju rol w 篡ciu naukowym, kulturalnym czy spo貫cznym. W闚czas uderzono przede wszystkim w te elity. Nie m闚i o porachunkach w obr瑿ie aparatu bezpiecze雟twa, gdzie walczono o posady i stanowiska, gdzie oczywi軼ie byli te ludzie r騜nych rodowod闚, gdzie ni st康, ni zow康 wytykano ludziom kuzyna na Zachodzie albo mam, kt鏎ej pochodzenie etniczne czy religijne nagle sta這 si niew豉軼iwe. Nie m闚i o rozgrywkach w wojsku pod egid 闚czesnego ministra obrony narodowej, genera豉 Jaruzelskiego, polskiego szlachcica i ziemianina, prowadzonych przeciwko kolegom oficerom pochodzenia 篡dowskiego albo maj帷ych 穎ny, nie daj Bo瞠, niew豉軼iwego pochodzenia; bo i takie zjawiska obserwowali鄉y. Dla og馧u spo貫cze雟twa by造 one raczej marginalne, poniewa og馧 spo貫cze雟twa nie mia rodzin w wojsku czy w „bezpiecze雟twie”. Natomiast uderzenie nie tylko w profesor闚, docent闚, adiunkt闚, asystent闚, ale r闚nie w student闚, i to bynajmniej nie tylko z powodu ich pochodzenia, ale z powodu przyja幡i i powi您a kole瞠雟kich z lud幟i niew豉軼iwego pochodzenia albo z niew豉軼iwie my郵帷ymi, to by這 zjawisko do嗆 nowe. Przecie w鈔鏚 pa這wanych na uczelniach w marcu 68 byli po prostu ludzie, kt鏎zy buntowali si przeciwko takiej polityce kulturalnej, kt鏎a doprowadzi豉 do zakazu dalszego wystawiania Dziad闚, byli ludzie solidarni z kolegami i kole瘸nkami relegowanymi z uczelni lub szykanowanymi; na pocz徠ku ilo嗆 dyskryminowanych, kt鏎zy nie byli z g鏎y zaszeregowani negatywnie, by豉 znacznie wi瘯sza, ni to si mog這 wydawa. Bito jak popad這. Nikt student闚 na ulicach nie pyta, czy nosz medalik. Ja szuka貫m wtedy drogi dla siebie. By貫m dziennikarzem. Jedynym miejscem mojej pracy zawodowej i zarobkowej by „Tygodnik Powszechny”. By貫m ca趾owicie zgodny z pogl康ami i nastrojami tego 鈔odowiska, opieraj帷ego si o trzy filary: miesi璚znik „Znak”, miesi璚znik „Wi篥” i „Tygodnik Powszechny”, gdzie czynni byli wtedy tacy ludzie jak Hanna Malewska, Bohdan Cywi雟ki, Tadeusz Mazowiecki, Jerzy Turowicz; wreszcie by貫m zaprzyja幡iony z najbardziej ekumenicznym w historii Polski ruchem 鈍ieckich, to znaczy z Klubami Inteligencji Katolickiej. Szczeg鏊nie z klubem warszawskim i wroc豉wskim. Sam cz這nkiem tych klub闚 nie by貫m, ale ch皻nie w nich wyst瘼owa貫m jako referent czy uczestnik dyskusji. W latach sze嗆dziesi徠ych bywa貫m r闚nie w czynnym przej軼iowo Towarzystwie Kultury Moralnej. Byli tam ludzie o nastawieniu zdecydowanie laickim, agnostycznym, a nawet ateistycznym – od Januarego Grz璠zi雟kiego do Jana J霩efa Lipskiego. Dzia豉li tam ludzie, kt鏎zy wywodzili si z Klubu Krzywego Ko豉, kt鏎ego cz這nkiem nie by貫m jako notoryczny outsider niech皻ny wszelkim cz這nkostwom. Ale bywa貫m tam, wyg豉sza貫m referaty i bra貫m udzia w dyskusjach, a w roku 1962 dosta貫m wraz z Leszkiem Ko豉kowskim nagrod Klubu Krzywego Ko豉. Nie by豉 to nagroda materialna, ale honorowa, dla mnie tym bardziej wa積a, 瞠 by豉 to pierwsza nagroda, jak w Polsce po wojnie otrzyma貫m, nagroda za zas逝gi dla kultury narodowej. Dyplom tej nagrody, kt鏎y do dzisiaj wisi u mnie w pokoju, podpisany jest przez przewodnicz帷ego jury Stanis豉wa Ossowskiego i przez cz這nk闚 jury: Paw豉 Jasienic, Zygmunta Mycielskiego, Antoniego S這nimskiego, Tadeusza Szturm de Sztrema i Jana J霩efa Lipskiego. Z tych ludzi dzi nie 篡je ju nikt. Wszystkich zna貫m. Z niekt鏎ymi z nich si przyja幡i貫m. I to jest dla mnie odniesienie do atmosfery, w jakiej si obraca貫m na kilka lat przed marcem 68 roku. W tym sensie ten marzec nie wyskoczy dla mnie jako zjawisko, do kt鏎ego nie by貫m przygotowany moralnie i mentalnie. Oczywi軼ie, nikt nie by przygotowany do wszystkiego, ale pewna gotowo嗆 ocen ju istnia豉, poniewa obraca貫m si – Bogu dzi瘯i dla mnie – w jakim 鈔odowisku.

- W 鈔odowisku przyzwoitym. W marcu roku 1968 i w nast瘼nych miesi帷ach wydawa這 si, 瞠 przyzwoito嗆 znalaz豉 si w defensywie.

- Tak, znalaz豉 si defensywie i nawet cz窷 mojego 鈔odowiska historycznego – nazwa豚ym je akowskim czy niepodleg這軼iowym – uleg豉 pewnemu pomieszaniu poj耩. R騜ne zwodne has豉 narodowego komunizmu, z szacunkiem dla tradycji i historii Polski i walki o niepodleg這嗆, spowodowa造 nawet zwi瘯szenie roli tak zwanego Zwi您ku Bojownik闚 o Wolno嗆 i Demokracj, kt鏎ego cz這nkiem nigdy nie by貫m, ale w kt鏎ym by這 wielu moich znajomych, bardzo przyzwoitych ludzi. Nie rozumieli oni, 瞠 staj si w pewnym zakresie i niezale積ie od siebie przedmiotem manipulacji politycznej i baz wp造w闚 dla jakich wy窺zych oficer闚 aparatu bezpiecze雟twa, akurat te niekoniecznie polskiej narodowo軼i (bo o ile mi wiadomo genera Moczar by Ukrai鎍em albo Bia這rusinem z pochodzenia). Mnie to, rzecz jasna, nie przeszkadza這, ale jemu powinno to by這 przeszkadza. Doszed貫m wtedy po raz pierwszy do wniosku, 瞠 poza takim oparciem z wyboru, nieformalnym, jak wspomniane ju Kluby Inteligencji Katolickiej, trzy pisma i pewne grona przyjaci馧, potrzebne jest jakie oparcie instytucjonalne, jakie jawne spotykanie si ludzi, kt鏎zy mog razem czemu zaradzi albo co poprawi. Poniewa 篡貫m wtedy z pracy pi鏎em i mia貫m za sob pierwsze publikacje ksi捫kowe, pomy郵a貫m nie o jakiej formalnej instytucji typu ZAiKS, gdzie si chroni prawa autorskie, ale o polskim PEN Clubie. Pomy郵a貫m o nim dlatego, 瞠 obserwowa貫m zachowanie si zarz康u tej organizacji pod du篡mi naciskami od wojny sze軼iodniowej do wydarze marcowych, poprzez zdj璚ie Dziad闚 w styczniu 68. Prezesem by Jan Parandowski, we w豉dzach nie by這 ani jednego aktywisty komunistycznego, cz這nkami zarz康u byli ludzie szanowni i godni; jednym z wiceprezes闚 by Pawe Jasienica, kt鏎ego nie spotka造 瘸dne nieprzyjemno軼i przy politycznej nagonce na niego, publicznej i obrzydliwej. Jasienic akurat zna貫m osobi軼ie, ale nie to rozstrzyga這, a pewien model post瘼owania.

Ci庵 dalszy – cz窷 II

wtorek, 17 pa寮ziernika 2006, wbartoszewski

Polecane wpisy

  • 63 dni! Niepoj皻y fenomen (I)

    „Gazeta Wyborcza” (Warszawa) Nr 180, 3. - 4. 08. 2002 r. Jaros豉w Kurski: - Co Pan robi 1 sierpnia 1944 r.? W豉dys豉w Bartoszewski : - Czeka貫m

  • 63 dni! Niepoj皻y fenomen (II)

    „Gazeta Wyborcza” (Warszawa) Nr 180, 3. - 4. 08. 2002 r. - Zna Pan zapewne rozmow Jana Nowaka-Jeziora雟kiego z wicepremierem Janem Jankowskim na dw

  • Traktat o przyzwoito軼i (III)

    „Jednota. Pismo religijno-spo貫czne, po鈍i璚one polskiemu ewangelicyzmowi i ekumenii ” (Warszawa) Nr 1/stycze-luty 2002 r. Krzysztof Dorosz: - By